niedziela, 18 września 2016

135. Powstańczy kalendarz. 18 wrzesnia

 Janina Janowska z matką Czesławą, rok 1943
 Rodzeństwo Janowskich, rok 1943
Janina Mańkowska, zdjęcie współczesne


Dziś około14-tej kilkadziesiąt fortec latających typu „Liberator” dokonało zrzutów broni i zaopatrzenia nad Warszawą. Jest to pierwsza w tych rozmiarach przeprowadzona akcja zrzutowa sprzymierzonych dla walczącej stolicy.
                                        „ Wiadomości z miasta i wiadomości radiowe”

18 września 1944 rok, poniedziałek
Misja„Frantic” czyli przylot nad Warszawę 110 bombowców amerykańskich. Dokonały one zrzutów, których większa ilość spadła na tereny kontrolowane przez Niemców. Powstańcy przejęli ok. 16 ton ładunków, co wynosiło prawie 20% całości zrzutów.
 Niemcy podpalają dom przy ulicy Solec 41, w której znajdował się powstańczy szpital. Nie pozwolili ewakuować rannych.  Otwarli ogień  do sanitariuszek idących z pomocą.. W płomieniach lub od niemieckich kul zginęło ok. 60 rannych i kilka sanitariuszek[.

Janina Janowska Mańkowska
18 września byliśmy świadkami zrzutu dla powstańczej Warszawy. Zupełnie niepodobnego do wcześniejszych, najczęściej nocnych operacji lotnictwa, kiedy przylatywało najwyżej kilka  samolotów. Tego dnia w samo południe nad Warszawę przyleciała ponad setka wielkich amerykańskich bombowców. Najpierw usłyszeliśmy warkot silników, który był coraz głośniejszy. Wszystko dookoła się trzęsło. Wybiegliśmy na podwórko. Wysoko nad naszymi głowami przesuwały się połyskując w słońcu wielkie maszyny. Widok ten miał w sobie coś magicznego. Wpatrywaliśmy się  jak zahipnotyzowani. Widzieliśmy jak spadają spadochrony z czymś co przypominało ludzką postać. Wszyscy mieliśmy nadzieję, że to desant, że jeszcze wiele  może się zdarzyć, że wreszcie nadeszła tak długo oczekiwana pomoc. Cieszyliśmy się bardzo.
Na klatce schodowej w naszym domu spotkaliśmy niemieckiego żołnierza. On zapewne też myślał, że na spadochronach skaczą alianccy żołnierze. Był cały rozdygotany, z byle jak opuszczonym karabinem, przykucnięty, kurczowo przyciskał się do mamy nóg. Nie było w nim nic z tej buty okupantów, do której przyzwyczailiśmy się przez lata niewoli. Dla nas Polaków, był to widok wspaniały! Role się odwróciły – to Niemiec się bał!
Niestety trwało to tylko chwilę. Kiedy nie było już wątpliwości, że to zasobniki przytwierdzone do spadochronów, Niemiec w ciągu kilku sekund znowu był panem naszego życia i śmierci.

Alicja Kucharska Karlikowska ps. Zawiejka
Był 18 września przyleciały amerykańskie „fortece”.Był to jeden z wielu pięknych dni końca lata, samo południe. Ktoś dał nam znać, że coś się dzieje na niebie. Każdy kto miał siły biegł na skarpę za Puławską i patrzył do góry. Najpierw zobaczyliśmy maleńkie punkciki, które rosły i się zbliżały. Pokryły całe niebo. Wreszcie usłyszeliśmy warkot silników. Trudno opowiedzieć nasze emocje. Kompletnie ogłupieliśmy. Patrzyliśmy jak urzeczeni. To, że wtedy Niemcy nas nie wystrzelali to chyba zawdzięczmy temu, że ten widok, również ich zupełnie ogłupił. Byliśmy przekonani, że to alianci. Marzył nam się koniec wojny. Niebo zostało zasłonięte przez różnokolorowe spadochrony, do których coś było przyczepione. Widok był piękny i dawał tyle nadziei… Niestety były to tylko zrzuty. Jeden, jedyny raz dokonane przez amerykańskie „fortece”.  Niewiele zasobników dostało się w ręce Powstańców, większość przejęli Niemcy. Nad Mokotów nie spadł ani jeden.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz