czwartek, 26 maja 2016

56. Matki - to od nich zaczęły się powstańcze historie

 Cecylia Piotrowska, matka Barbary Gancarczyk, sanitariuszki z "Wigier"
 Leonia Gtowska, matka Janiny Rożeckiej , sanitariuszki z "Żywiciela"
 Jadwiga Brochwicz Lewińska
Wanda Czapska, matka Marii Pajzderskiej


Matki – to od nich zaczęły się powstańcze historie. Zaczęły się wiele lat przed Powstaniem… Urodziły się w czasach, kiedy Polski nie było na mapie. Walczyły o wolność i tożsamość własnego Narodu.
Helena Radwańska była matką Kazimierza ps. Kazik z batalionu „Gustaw-Harnaś”. Po maturze, bez zgody rodziców, wstąpiła do Legionów Piłsudskiego. Wcześniej działała już w konspiracji niepodległościowej pod pseudonimem „Iskra”, gdzie odbyła szkolenie sanitarne. W szpitalach legionowych zawsze pracowała na oddziałach zakaźnych. Za ofiarność podziękował jej sam Józef Piłsudski. W 1923 roku ukończyła Instytut Pedagogiki Specjalnej w Warszawie i całe życie zajmowała się dziećmi specjalnej troski.
Z „mlekiem matki wyssało” pierwsze pokolenie urodzone w wolnej Polsce umiłowanie do Ziemi Ojczystej.
Leokadia Kieżun, matka Witolda Kieżuna,  jako młoda dziewczyna działała w ruchu niepodległościowym. Od najmłodszych lat, zamiast bajek, opowiadała synowi historie z własnego życia. Powtarzane słowa: Godność, Ojczyzna, Polska, Honor, nabierały znaczenia „świętości”. Dziecinny wierszyk „Kto ty jesteś? Polak Mały...”, nauczony przez matkę, zawsze już w pamięci Witolda Kieżuna został jako pierwsza lekcja patriotyzmu.
Kiedy wybuchła wojna i trzeba było żegnać synów odchodzących na wojnę dzielnie to znosiły.
Jadwiga Brochwicz Lewińska
żegnała syna Janusza z bólem - był jej jedynym dzieckiem. Wiedziała, że jechać musi, bo tak nakazywała rodzinna tradycja i patriotyczne wychowanie. Była osobą bardzo pobożną – w czasie pożegnania zapewniła, że codziennie będzie się za niego  modliła.  Dała mu mały obrazek Jezusa Miłosiernego, który miał go strzec.  Nigdy się z nim nie rozstawał. Latem 1939 kiedy żegnał się z matką nie przypuszczał, że już nigdy już jej nie spotka. Wiedział, że tak jak obiecała codziennie się za niego modliła.
W czasie okupacji bardzo często były jedynymi żywicielkami rodziny. Włączyły się w działalność konspiracyjną.
Leonia Gutowska, matka Janiny Rożeckiej, żona oficera Wojska Polskiego, nigdy nie pracowała, zajmowała się domem i córkami: Wandą i Janką. Dbała, żeby dziewczynki były dobrze wykształcone, miały nienaganne maniery i były dobrymi Polkami. Kiedy rozpoczęła się okupacja, a mąż nie wrócił z wojny, została sama z córkami.  Pracowała na utrzymanie domu. Gdy córki zaczęły działać w konspiracji, otrzymały jej błogosławieństwo, pomoc i wsparcie. W ich willi mieścił się magazyn broni, odbywały się zajęcia podchorążówki, ukrywał się cichociemny. Od 1942 roku mieszkali: kilkuletni Żyd, któremu nadano nowe imię Piotrek i Żydówka - nazwana Irena. Po kapitulacji, kiedy trzeba było opuścić miasto, pani Leonia z narażeniem życia wyprowadziła ich z Warszawy.
Po wojnie długo czekała na powrót męża. Nie wrócił, zginął w Starobielsku. Pośmiertnie został jej przyznany medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.
Znaczyły krzyżykiem czoła synów i córek idących do Powstania. Walczyły, opatrywały rany, pracowały w kuchniach powstańczych, wspierały słabych i potrzebujących.  Były dzielne, kiedy trzeba było postawić krzyż na grobie swojego dziecka.
Kiedy rozpoczęła się okupacja Wanda Czapska, matka Marii Pajzderskiej straciła mieszkanie, pracę, wszystko co budowała przez lata. Zostały jej tylko córki. Drżała o nie, kochała i chciała chronić. Marysia była silniejsza, bardziej zaradna. O Danusię strach był większy... a może matczyne serce mówiło jej, że tę córkę straci, będzie miała za mało czasu, żeby się nią nacieszyć, napatrzeć. Obie dziewczyny poszły do Powstania, były w patrolu sanitarnym, w Batalionie „Gustaw – Harnaś”. 15 sierpnia, pocisk z „krowy” poparzył Danusię. Kiedy Marysia się tylko o tym dowiedziała zaraz pobiega po mamę, a potem wróciła do Powstania. Pani Wanda była z córką do 6 października, do dnia jej śmierci. Przez te wszystkie dni nie spała w łóżku. Kiedy padała ze zmęczenia, kładła się pod łóżkiem Danusi.  Siedząc przy łóżku córki,  patrzyła w okno na płonącą Warszawę i mówiła: „Jedna tu umiera, a druga w ginącej Warszawie”.
Po zakończeniu wojny szybko wracały do domu i na gruzach od nowa budowały dom, w którym czekały na powrót najbliższych. Czasem zanim zaczęły odbudowywać, trzeba było pogrzebać tych, którzy nie przeżyli. Aleksandra Stańska w Powstaniu własnym ciałem osłaniała dzieci przez płomieniami. Na jej oczach zginęła najstarsza córka. Zamordowany został również jej mąż.  Mogła ich pogrzebać  dopiero wiosną, po powrocie do Warszawy.
Kazimierz Radwański po zakończeniu wojny zamieszkał w Anglii. Miał wątpliwości czy powinien wrócić.  Do powrotu przekonała go matka: „Tutaj jest nasze miejsce”.
O wszystkich Matkach, których okupacyjne, powstańcze i powojenne losy poznałam z opowieści ich dzieci, napiszę w następnych książkach. Los każdej z nich jest nierozerwalnie związany z losem moich Bohaterów.
Wszystkim Matkom, które czytają moje słowa, życzę  niech nigdy nie żegnają dzieci odchodzących na wojnę!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz