poniedziałek, 9 maja 2016

40. To wojna

 Mieczysław Gutowski, ojciec Janiny Rożeckiej
 Henryk Wasilewski zdjęcie sprzed wojny
 Stefan Stański z żoną i córką Janiną
Janusz Brochwicz Lewiński z matką Jadwigą

Minął gorący i piękny sierpień. Ostatni miesiąc wakacji. Dużo dyskutowano o wojnie. Większość Polaków podchodziła do tematu bardzo spokojnie - na pewno uda się jej uniknąć. Jeżeli jednak wybuchnie, to potrwa krótko i wreszcie nauczymy Niemców rozumu.
Minęła dopiero piąta rano, Witolda Kieżuna i jego matkę zbudził alarm przeciwlotniczy. Witold wyszedł na balkon, zapytał, jadącego rowerem policjanta: - Czy to alarm próbny. W odpowiedzi usłyszał: - Nie proszę pana, to wojna! 1 września 1939 roku. W wielu warszawskich domach ludzi budził dźwięk alarmu. Większość była przekonana, że to ćwiczenia.
Janina Jankowska (Mańkowska) miała pięć lat. Nie zapomni nigdy alarmu, który zbudził ją 1 września 1939 roku. Od tej pory ten dźwięk powodował ogromny strach. Ich dom znajdował się prawie na linii frontu, musieli go opuścić. Znaleźli kąt u krewnych. Kiedy zakończyły się walki i 28 września podpisano akt kapitulacyjny, nie mieli dokąd wracać. Na ich dom spadły bomby, zostały same gruzy.
Henryk Wasilewski skończył 15 lat, od września miał zacząć naukę w gimnazjum im. Lelewela. Wojna w jego wyobraźni była odzwierciedleniem literatury. Jak większość chłopców czytał książki o dzielnych żołnierzach i wojownikach. Nawet myślał, że  jak się zacznie, to może opóźnić rozpoczęcie roku szkolnego, wydłużyć wakacje. Już pierwszego dnia okazało się, że to co się działo nie miało nic wspólnego z jego wyobraźnią.  Kiedy widział spadające bomby, płonące domy i ginących ludzi, zrozumiał czym jest wojna.
Janusz Brochwicz Lewiński spędzał urlop u babki, tam dostał rozkaz stawienia się w jednostce. Pożegnał się ze zrozpaczoną matką, nigdy już nie mieli możliwości spotkania się. Walczył na wschodnich terenach Polski. Kiedy Sowieci bez wypowiedzenia wojny przekroczyli granicę Rzeczpospolitej, pomimo, że oddział nie dostał rozkazu, podjęli walkę. 17 września, w dzień jego dziewiętnastych urodzin, dostał się do sowieckiej niewoli. Jeszcze tego samego dnia wielu oficerów i podoficerów zakwalifikowano do grupy „burżuj”, a to oznaczało wyrok śmierci wykonany natychmiast. Części skazanym, również Brochwicz Lewińskiemu, odroczono wykonanie egzekucji, mieli czekać na śmierć. Ciężko było czekać na śmierć, kiedy właśnie skończyło się 19 lat. Udało mu się uciec. Przeżył!
 1 września Kazimierza Radwańskiego i jego rodziców zbudziły wybuchy, ojciec z zadowoleniem stwierdził, że wojsko ma coraz więcej ćwiczeń. Z radia dowiedzieli się, że to wojna. Kazik był harcerzem, przeszedł szkolenie. Jego drużyna została skierowana do straży pożarnej, poczuł się jak prawdziwy żołnierz. Po kilku dniach wrócił do domu i razem z ojcem, dyrektorem Muzeum Techniki, organizowali punkt noclegowy i żywieniowy dla uchodźców. 25 września podczas największego bombardowania Warszawy , zostało całkowicie zniszczone muzeum i ich mieszkanie.
 Ksiądz Henryk Kietliński we wrześniu 1939 roku miał siedem lat i czekało go rozpoczęcie  nauki szkolnej. Kiedy wybuchła wojna, rodzice bardzo martwili się o najstarszego syna Wacława, w lutym został powołany do wojska. Ostatni raz był w domu w połowie sierpnia, żegnano go z lękiem, przeczuwano wybuch wojny. Wacław z wojny nie wrócił. We wrześniu 1939 roku jego oddział stoczył ciężkie walki w okolicach Modlina. Niemcy zebrali wszystkich rannych, również Wacława, przewieźli do pobliskich stodół i podpalili. Wszyscy żywcem spłonęli. Matka nigdy nie poznała prawdy, nie wiedziała  jak zginął jej ukochany syn. Henryk dowiedział się jak zginął brat od jego kolegów. Zdecydowali się powiedzieć mu prawdę dopiero jak został księdzem.
Z wojny nie wrócił również ojciec Janeczki Gutowskiej, zawodowy oficer Wojska Polskiego. 1 września był jeszcze w Warszawie, na kolację przyszedł do domu. Następnego dnia zupełnie spokojnie jakby nie było wojny, jak przez wszystkie wcześniejsze lata, zjadł z rodziną śniadanie. Przed wyjściem pożegnał się z żoną i córkami. Atmosfera tego pożegnania zaciążyła nad życiem Janeczki. Pocałował ją w rękę i prosił, żeby do jego powrotu zajęła się matką i młodszą siostrą. Do tej pory to ona całowała ojca w rękę i to o nią się troszczono. Zginął zamordowany w Starobielsku. Janeczka odzyskała spokój, kiedy 1991 roku pierwszy raz pojechała do Starobielska. Ucałowała ziemię po, której szedł jej ojciec.

 Wszyscy, którzy przeżyli dziękowali Opatrzności za ocalenie życia. Nawet jak stracili cały dobytek, dom legł w gruzach, to każdy z nich powtarzał: - Najważniejsze, że żyjemy! Wśród tych, którzy wrócili z wojny był Stanisław Pocztarski i Stefan Stański. Jednak dla  nich i wielu innych, to była tylko odroczona śmierć…



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz