niedziela, 21 sierpnia 2016

107. Powstańczy kalendarz. 21 sierpnia

 Marian Gałęzowski ps. Szeliga
 Janina Rożecka ps. Dora, zdjęcie z 2015 roku
Siostra Janina Chmielińska ps. Chmiel, zdjęcie z 2016 roku


Palec na cynglu lub granat w garści,
butelka z naftą w ściśniętej dłoni.
Spojrzeniem w noc. Papieros zgasić.
Natarcie trwa. PAST -a się broni.

Jeszcze dwie serie - i filipinka.
Czy damy radę? Przecież musimy.
Serce Warszawy bije w jej synach.
"Polacy płaćcie dług!" Zapłacimy[…]
Stanisław Marczak – Oborski „Palec na cynglu” sierpień 1944 rok

21 sierpnia 1944 rok, poniedziałek
Powstańcy opuścili Muranów. Niemcy wypędzili stamtąd ludność cywilną. Na podwórzu domu przy Dzikiej 17 rozstrzelali 200 mężczyzn. Wielu z nich to byli starcy ze schroniska.
Niemcy wprowadzili do wnętrza katedry św. Jana „Goliaty” i tam je zdetonowali.
W kinie „Palladium” wyświetlono kroniki filmowe ze zdobycia PAST-y.

 Janina Chmielińska ps. Chmiel
Zaczęło się piekło, niemieckie ataki nie ustawały. Było coraz więcej rannych, których trzeba było wynosić z pola walki. Wyczekiwałyśmy momentu, kiedy choćby przez chwilę ostrzał będzie mniejszy, ale coraz trudniej było o takie momenty. Na początku sierpnia nie brakowało nam żywności. Przy ulicy Czerniakowskiej znajdowały się magazyny „Społem”, z dużymi zapasami cukru, marmolady, przecieru pomidorowego, mąki. Mogłyśmy gotować ciepłe posiłki. Była np. zupa pomidorowa z kluskami. Zapasy jednak szybko się wyczerpywały, z jedzeniem było coraz gorzej, aż zupełnie się skończyło. Najtrudniej było poradzić sobie z brakiem wody. Trudno było zadbać o higienę, a o sterylnych warunkach w szpitalach, to nawet nikt nie marzył. Kiedyś wróciłam do piwnicy po odgruzowywaniu, cała zasypana tynkiem, rąk już dawno nie myłam. Byłam bardzo zmęczona, musiałam na chwilę usiąść i odpocząć, nawet coś jadłam. Obok mnie kolega chirurg wykonywał zabieg wyciągania odłamków z głowy. Poprosił mnie o podanie jakiegoś narzędzia. Spojrzałam na rannego, zrobiło mi się żal, chłopak nie miał właściwie szans na przeżycie. Nie tylko odłamki zharatały mu głowę, ale prawe pewne, że wda się infekcja… Po kapitulacji kiedy byłam w obozie w Pruszkowie, spotkałam chłopaka. Miał zabandażowaną głowę, ale czuł się dobrze i sprawnie się poruszał.

Marian Gałęzowski ps. Szeliga
Zdarzenia z tamtych dni przesuwają mi się przed oczami jak film, czasem trudno je umiejscowić w czasie, pamiętam ludzi, ale nazwiska, pseudonimy już nie bardzo.  Najtrudniej odtworzyć swój własny obraz. Kiedy ruszaliśmy do walki, przestawałem myśleć o sobie. Byłem dowódcą odpowiedzialnym za żołnierzy, za ponad dwadzieścia osób. Nigdy nie zapomnę bólu, przygnębienia, kiedy ginął któryś z moich żołnierzy. Za każdym razem również ja umierałem po kawałku.
Trudno było być twardym patrząc na cierpienie dzieci i kobiet. To było na dwa, trzy dni przed atakiem na kościół św. Krzyża, widziałem leżącą między gruzami zabitą młodą kobietę, przytulała do siebie zmasakrowane zwłoki dziecka.
Janina Gutowska Rożecka ps. Dora
Inna ciekawa historia związana była z leczonym u nas rannym Niemcem. Chłopcy przynieśli go z placu Inwalidów. Stacjonował w Śródmieściu, zabolał go ząb i z jakiś niewiadomych powodów  postanowił rowerem dojechać do dentysty na Bielany. Nie sposób było przejść na drugą stronę ulicy, a on taki kawał dojechał... Na placu Inwalidów zobaczyli go Powstańcy i zaczęli strzelać. Został ranny, ale przeżył. Żal się zrobiło chłopcom, wzięli go na nosze i przynieśli do szpitala. Był zwykłym szeregowcem. Jego niezwykłość polegała na tym, że był wielkim, ponad dwumetrowym i bardzo grubym mężczyzną. Trzeba było zdemontować dla niego łóżko, bo się nie mieścił. Bardzo się bał. Wytłumaczyłam mu, że u nas jeńców i rannych nie zabija się. Zachowywał się bardzo przyzwoicie, nie sprawiał żadnych kłopotów. Kiedy ksiądz kapelan przynosił papierosy, nie chciał brać mówiąc, żeby zostały dla Powstańców. Zjadał minimalne porcje, wiedząc, że jedzenia zaczyna brakować.


2 komentarze:

  1. TO SĄ TAK PIĘKNIE OPISANE PRZEŻYCIA ,ŻE JA JAKO POWSTANIEC CZYTAJĄC JE ZNAJDUJE W SWOJEJ PAMIĘCI PODOBNE SYTUACJE .CHWAŁA DLA AUTORKI .

    OdpowiedzUsuń