wtorek, 2 sierpnia 2016

88. Powstańczy kalendarz. 2 sierpnia

 Powstańcza Msza św. na terenie mleczarni przy ulicy Poznańskiej. Uczestniczą w niej lekarze i sanitariuszki ze Szpitala polowego. Zdjęcie i wspomnienia Róży Nowotnej Walcowej.
 Barbara Matys Wysiadecka, wykształcona pielęgniarka, w Powstaniu minerka.
Aleksandra Dermajer Sękowska, do Powstania przystąpiła 2 sierpnia.


Na nas zwrócone są oczy wszystkich. Nasze zwycięstwo będzie zwycięstwem wszystkich walczących. Byliśmy już natchnieniem świata na początku wojny, a teraz u jej schyłku pierwsi przez krew i ogień zapłacimy za lata udręki, cierpień i upodlenia.
                                                                                      „Kobieta na barykadzie”

2 sierpnia1944 rok, środa
Powstańcy przejęli Polską Wytwórnię Papierów Wartościowych. W powstańczych rękach były  również Poczta Główna, plac Krasińskich z pałacem Krasińskich, Gmach Ubezpieczeń i Elektrownia na Powiślu.
Ukazał się pierwszy powstańczy numer „Biuletynu Informacyjnego”.
W szpitalu polowym przy ulicy Polnej zmarła Krystyna Krahelska, ranna w pierwszej godzinie Powstania podczas ratowania rannego Powstańca.
W klasztorze Ojców Jezuitów  przy Rakowieckiej Niemcy w okrutny sposób zamordowali kilkadziesiąt osób, w większości księży i zakonników.
Eugeniusz Tyrajski
Tej nocy już nie odpocząłem. Zostałem ściągnięty  na barykadę. Czuwałem z Leszkiem Czaykowskim „Jastrzębcem II”. Staliśmy z pistoletami maszynowymi po dwóch stronach ulicy. Już się rozjaśniało, kiedy od strony Mokotowa nadjechał niemiecki samochód terenowy. W środku siedział kierowca i oficer. „Jastrzębiec” wyładował serię w stronę oficera. Trafiony wypadł z samochodu, kierowcy udało się uciec. Za pasem martwego Niemca była parabelka. Kolega nie rozstawał się z nią do końca Powstania.
Krótko po tym zdarzeniu dowódca plutonu wysłał mnie na zwiad. Szedłem w kierunku klasztoru dominikanów. Skończyła się ulica, zaczęło pole z kartoflami. Z klasztoru poleciała seria z karabinu maszynowego. Padłem między kartofle, przywarłem do ziemi. Dość długo strzelali, w końcu chyba doszli do wniosku, że mnie wykończyli i przestali. Poleżałem jeszcze chwilę i pędem z powrotem. Znowu zaczęli strzelać, ale byłem już w bezpiecznej odległości. Wracając w krzakach zobaczyłem leżącą postać w niemieckim hełmie. Było jeszcze szaro, kiepska widoczność. Na wojnie jest zasada: kto pierwszy ten lepszy, przeżyje. Powinienem był strzelać. Na szczęście tego nie zrobiłem. Okazało się, że to nasz chłopak. Był tak przerażony. Cały się trząsł. Podprowadziłem go do barykady.
Jak zrobiło się widno, wycofaliśmy się z tego rejonu. Kompanie K-1 i K-3 poszły do lasu. Nasza K-2 na Czerniaków. W drodze ostrzelano nas z klasztoru dominikanów. Odruchowo skoczyłem za najbliższy dom… po kolana prosto do zbiornika z gnojówką. Koledzy żartowali, że to dobry znak, że będę żył. No i przeżyłem. W pobliżu był strumyk, wykapałem się w butach i spodniach. Na Czerniakowie, od ludzi dostałem czyste spodnie i buty.

Witold Kieżun
2 sierpnia Batalion „Kiliński” atakował Pocztę Główną. Nie braliśmy udziału, obserwowaliśmy z ulicy Mazowieckiej. Pierwsze tragiczne zdarzenie, którego byliśmy świadkami: żołnierze z „Kilińskiego” biegli przez Plac Napoleona (obecnie Powstańców Warszawy), cała grupa padła pod ogniem karabinów maszynowych. Przybiegł nasz dowódca i wydał rozkaz ataku poczty od tyłu. Niemcy strzelali z wyższych pięter. Na podwórku była platforma do wyładowywania poczty przykryta daszkiem. Wystarczyło przebiec kawałek podwórka i znaleźć się pod daszkiem, chroniąc się przed ostrzałem. Udało się to mnie, Wojewódzkiemu i „Fryckowi” (Ślązak, dezerter z armii niemieckiej). „Frycek” i Wojewódzki poszli klatką schodową, ja wszedłem do tunelu prowadzącego na ulicę Warecką. Nie miałem wątpliwości, że przede mną była wartownia. Słyszałem niemieckie głosy. Byłem dobrze uzbrojony, za pasem miałem dwa niemieckie, ręczne granaty i przewieszony pistolet maszynowy. Zaryzykowałem! Kopnąłem w drzwi. Otworzyły się, w środku było kilkunastu Niemców. Na stołach leżało mnóstwo broni. Próbowałem odbezpieczyć pistolet, nacisnąłem… nic. Dotarło do mnie, że stałem bezbronny, naprzeciwko kilkunastu Niemców mających w zasięgu ręki doskonałą broń. Oni byli zaskoczeni i zdezorientowani, wykorzystałem to. Krzyknąłem  najgłośniej jak potrafiłem: „Haende hoch alles”. Unieśli ręce do góry. Zobaczyłem, że oficer miał przy sobie pistolet „Walter”, bez wahania zabrałem mu i schowałem. Wyprowadziłem ich na podwórko. Sam chciałem zabezpieczyć zdobyczną broń, ale pierwsi wpadli żołnierze  „Kilińskiego” i rzucili się na niemieckie karabiny. Nie pozwalałem im zabierać. Taka zdobycz to był prawdziwy skarb, który musiał trafić do naszego batalionu. Na szczęście zjawił się dowódca „Harnaś” z naszymi chłopakami i udało się nam przejąć znaczną część broni.  
Mój konspiracyjny pseudonim to był „Krak”. Po zdobyciu poczty „Harnaś” powiedział mi, ze to był wspaniały wypad więc od dzisiaj już nie jestem „Krak”, tylko „Wypad” i tak zostało. „Harnaś” napisał meldunek do „Montera”, opisał całe zdarzenie, wyliczył całą zdobyczną broń.
Kiedy po zdobyciu Poczty Głównej przeszukiwaliśmy teren, natrafiliśmy na samochód z rannymi żołnierzami niemieckimi. Błagali, żeby ich nie zabijać. Tłumaczyliśmy, że nie zabijamy jeńców, a tym bardziej rannych.
Barbara Wysiadecka
2 sierpnia do naszej komendantki patrolu przyszła łączniczka z rozkazem stawienia się u szefa Tajnych Wojskowych Zakładów Wydawniczych. Kiedy zameldowałyśmy  mu przybycie, stanął jak wryty. Jerzy Rutkowski ps. Kmita wiele razy wspomnieniami wracał do tego zdarzenia. Potrzebni byli mu minerzy. Czekał na zgłoszenie się silnych chłopów w buciorach i z wąsami, a przed nim stanęły wątłe, śliczne dziewczyny. Szybko jednak zrozumiał, że te dziewczyny  doskonale sobie radzą. Tak zostałyśmy Oddziałem Osłonowym WZW.
Dzień zakończył się tragicznie. W czasie ataku na Pocztę Główną zginęła nasza komendantka Irena Bredel ps. Alina.
Edmund Baranowski
Ryszard Bieńkowski ps. Pieniek zameldował naszemu dowódcy, że w piwnicy jego kuzyna przy Krochmalnej 90 ukryte są dwa pistolety z dużą ilością amunicji. Dostaliśmy zgodę na przyniesienie ich. Niestety nikogo z rodziny nie było, a ludzie zgromadzeni w piwnicy nie pozwolili nam na otwarcie komórki kuzyna. Mieliśmy wrócić za dwie godziny. Niestety niemieckie czołgi ostrzeliwały okoliczne ulice. Dwa z pocisków trafiły we frontową ścianę domu, w którego piwnicy byliśmy ukryci. Wybuchła panika wśród ludności cywilnej. Obawiali się, że nasza obecność może być dla nich niebezpieczna. Kazali nam jak najszybciej odejść. Chcieliśmy z „Pieńkiem” dostać się do naszego oddziału. Na Woli trwały już ciężkie walki. Wszędzie były ślady po pociskach z dział czołgowych i broni maszynowej. Wiele domów płonęło, niektóre były zniszczone. Udało nam się zdobyć broń i amunicję. Najczęściej pozostawioną przy zabitych Niemcach, ale również Powstańcach. Miałem karabin i dwadzieścia pięć nabojów. Już przed zmierzchem odnaleźliśmy naszych kolegów na ulicy Tyszkiewicza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz