niedziela, 7 sierpnia 2016

93. Powstańczy kalendarz.7 sierpnia

 Henryk Wasilewski, zdjęcie wykonane przed wybuchem wojny
Wisława Samulska Skłodowska zdjęcie  z 1946 roku
 Eugeniusz Tyrajski
Jadwiga Wysocka z rodzicami i bratem


Tu zęby mamy wilcze, a czapki na bakier,
Tu nas nikt nie płacze w Walczącej Warszawie.
Tu się Prusakom siada na karku okrakiem
I wrogów gołą garścią za gardło się dławi

………………………………………
Halo! Tu serce Polski! Tu mówi Warszawa!
Niech pogrzebowe śpiewy wyrzucą z audycji!
Nam ducha starczy dla nas i starczy go dla Was!
Oklasków nie trzeba! Żądamy amunicji!

                   Zbigniew Jasiński „Żądamy amunicji”

7 sierpnia 1944 rok, poniedziałek
Prawie cała Wola jest już zajęta przez Niemców. Zgrupowanie „Radosław” broni jeszcze cmentarza żydowskiego i kalwińskiego. Batalion „Zośka” walczy o tereny dawnego getta.
Zaczynają się walki o Starówkę, pierwszy wielki nalot w tym rejonie. Stare Miasto utraciło naziemne połączenie ze Śródmieściem.
W egzekucji zginęła Jadwiga Falkowska ps. Jaga, jedna z założycielek polskiego harcerstwa dziewcząt.
W okolicach kościoła św. Stanisława Biskupa Męczennika zostaje zamordowany ksiądz Tadeusz Jachimowski, naczelny kapelan Armii Krajowej. Do ostatniej chwili spowiadał na podwórzu kamienicy gdzie został zastrzelony.


Wisława Samulska Skłodowska ps. Anna
Po wojnie drogę ze szpitala Karola i Marii do szpitala Wolskiego przy Płockiej pokonałam w 15 minut. W nocy  z 6 na 7 sierpnia 1944 roku szłam trzy godziny. Pierwsze osoby jakie spotkaliśmy to byli niemieccy żołnierze. Śmiali się, że coś tak małego przywiozło dwóch rannych, ale powiedzieli, żebym weszła .Andrzeja i pana Tadeusza zostawiłam z Niemcami. Nie chcieli zostać, wiele razy widzieli  jak w okrutny sposób zabijano rannych. Na parterze leżeli  niemieccy żołnierze, ich lekarze nie pomogli, ale kazali iść na górę, do polskiego szpitala. Zaprowadził mnie tam jakiś straszy Niemiec. Weszłam do pomieszczenia gdzie spały sanitariuszki. Jedna z nich obudziła się… nie mogłam uwierzyć. To była moja przełożona, mój dowódca, pani Stasia Kwaskowska. Obudziła inne sanitariuszki, moje koleżanki ze szpitala Karola i Marii. Dotarli tutaj po ewakuacji. W drodze bardzo wiele wycierpieli, Niemcy zabili wielu rannych. Strzałem w tył głowy zamordowali doktora
Włodzimierza Kmicikiewicza. Jego postawa, ubranie i zachowanie nie budziło  żadnych wątpliwości, nie krył że jest żołnierzem AK.
Pani Stasia i sanitariuszki pobiegły na dół po rannych. Wyczerpanemu i umierającemu panu Tadeuszowi, natychmiast przeprowadzono transfuzję krwi. Dla Andrzeja znalazło się miejsce pod oknem. W tym samym miejscu, gdzie prawie równo rok wcześniej zmarł na gruźlicę jego wuj . Jak tylko dotarłam do naszych, opowiedziałam co wydarzyło się w szpitalu Karola i Marii. Prosiłam, żeby natychmiast pójść po tych co tam zostali. Chciałam iść z nimi, ale mi nie pozwolili, nie miałam już zresztą siły. Kiedy dotarli na miejsce, okazało się, że wszyscy już byli spaleni. Do dzisiaj nie mogę o nich zapomnieć. Dla mnie to takie trudne…

Eugeniusz Tyrajski ps. Sęk
Przy ulicy Powsińskiej natknęliśmy się na dwa niemieckie samochody.  Doszło do strzelaniny. Niemcy zabrali trzech swoich rannych i odjechali w kierunku Sadyby. Kompania K-2 została rozbita na dwie grupy. Nie mieliśmy ze sobą żadnej łączności. Od strony miasta słychać było strzały. Szliśmy w kierunku Łazienek. Na rogu Stępińskiej zginął mój przyjaciel „Waluś”  Stanislaw Łopusiński. Trafił go pocisk, prosto w czoło. Umarł na miejscu, nie miał świadomości, że został trafiony. Stało się to prawie koło jego domu, mieszkał przy Podchorążych. Jego 16–letnia siostra zmarła dwa tygodnie przed Powstaniem, na zapalenie płuc. Ojciec i starszy brat walczyli na Starówce. W domu została sama matka.

Henryk Wasilewski, ludność cywilna,wyprowadzony z Warszawy po upadku Powstania na Pradze
Pod eskortą doszliśmy do twierdzy w Pomiechówku, tam przenocowaliśmy. Następnego dnia zaprowadzili nas do Zakroczymia i zamknęli w bunkrach. Bez jedzenia i picia przesiedzieliśmy jakieś 3–4 dni. Nie tylko dokuczał nam głód, ale również zimno. Z Warszawy wyszedłem w lekkim ubraniu, tak jak mnie zastało Powstanie w ciepły letni dzień.  Od jakiegoś dobrego człowieka dostałem  płaszcz, od innego kawałek chleba. Ludzie dzielili się tym co mieli, a przecież nikt nie miał zapasów. Oddając głodnym, sami pozbawiali się jedzenia na następne dni. Tylko dzięki ludzkiej solidarności dało się przeżyć.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz