wtorek, 21 czerwca 2016

74. Spóźniony spacer po Woli... Pamięci Jerzego Janowskiego

 Janina Mańkowska przy grobie Jerzego Janowskiego
Janina Mańkowska i Jerzy Janowski w dniu otwarcia wystawy "Wola oskarża"
Fabryka Garbarska Temler i Szwede. Zdjęcie zrobione 21 czerwca 2016 roku

To był lipiec 2014 roku, dokładnej daty nie pamiętam, ale na pewno czwartek… Skończyłam oprowadzać grupę. Na schodach prowadzących z pietra  stał Pan Jerzy Janowski. W czwartki zawsze bywał w Muzeum. Kiedy oprowadzałam grupy cierpliwie czekał aż pożegnam gości. Wtedy  szliśmy do „Pół czarnej” na kawę. Czasem siadał z nami Pan Mścisław Lurie. Panowie opowiadali, a ja słuchałam. Z Panem Jerzym byłam 10 kwietnia 2013 roku w Krakowie. Pełniliśmy wartę przy grobie Prezydenta Kaczyńskiego i jego Małżonki. Bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Zgodził się być bohaterem mojej książki. Cudem ocalony 6 sierpnia 1944 roku. Stał pod ścianą śmierci razem ze swoimi najbliższymi.  W czasie naszych rozmów niewiele i niechętnie mówił o sobie. Opowiadał o swojej wielkiej miłości, o Woli. Znał doskonale historię tej dzielnicy, najwięcej uwagi poświęcał okresowi wojny, okupacji i Powstania. Całe swoje dorosłe życie walczył o godne upamiętnienie ludności cywilnej wymordowanej w sierpniu i wrześniu 1944. Został nazwany „Ambasadorem powstańczej Woli”.
W lipcu 2014 roku kończyliśmy naszą wspólną pracę nad książką. Umówiliśmy się na długi spacer po Woli. Zaczęły się wakacje, miałam jeszcze sporo pracy, a w planach wyjazd do Włoch. W ten pamiętny lipcowy czwartek poprosiłam Pana Jerzego, żebyśmy przełożyli „wizję lokalną” do mojego powrotu.
Wreszcie odpoczywałam, zupełnie wyluzowana… Telefon – Pan Jerzy nie żyje…
Nie mogłam nawet dojechać na pogrzeb. Tego dnia modliłam się w jego intencji przy grobie Jana Pawła II.
Kilka tygodni później w kawiarence „Bonjour” spotkałam się z jego siostrą, Panią Janiną Mańkowską. Chciałam, żeby przeczytała tekst o Panu Jerzym. Dla nas obu rozmowa była trudna. Wtedy żadnej z nas nie przyszło do głowy, że to początek bardzo niezwyklej przyjaźni. Tak jak kiedyś regularnie spotykałam się z Jerzym Janowskim w muzealnej kawiarence, tak teraz w „Bonjour” spotykam się z jego siostrą.
Niedługo miną dwa lata od jego śmierci, a  mnie ciągle gnębiła myśl o nieodbytym spacerze. Dzisiaj wszystko się zmieniło. Na  spacer po Woli poszłam z Janiną Mańkowską. Wszystkie opowiedziane przez nią historie były mi doskonale znane, ale jakże inaczej je odbierałam idąc wolskimi ulicami, patrząc na resztki ocalałych budowli i wyobrażając sobie te, których już nie ma…
Ulica Bema 54, do ostatnich dni życia Pan Jerzy walczył o upamiętnienie osób tam zamordowanych.  Fragment z mojej książki „Powstańcy 44. Bohaterowie i świadkowie”: „W kierunku Pruszkowa szła kolumna cywilnej ludności Warszawy. Byli gnani do obozu przejściowego. Przerażeni, zmęczeni, głodni, obdarci. Pozbawieni wszystkiego: bezpieczeństwa, godności, domu, dobytku. Wielu było świadkami okrutnej śmierci najbliższych. Najsłabsi wspierani byli  przez towarzyszy niedoli. Zjawiła się wreszcie pomoc – przedstawiciele Czerwonego Krzyża z opaskami na rękawach. Wyszukiwali starców, kobiety w ciąży, dzieci, tych którzy potrzebowali pomocy. Wszystkich - około 100 osób - zaprowadzili do drewnianego budynku przy Bema 54 na którym z daleka widać było powiewającą flagę Czerwonego Krzyża. Wprowadzili do środka. Zaryglowali drzwi, okna zabili deskami. Podpalili! Wszyscy spłonęli żywcem. Słychać było nieludzkie krzyki, błaganie o litość i pomoc. Świat musi się dowiedzieć, że zrobili to Niemcy. Zbrodniarze, którzy wykorzystali znak Czerwonego Krzyża!” Dzisiaj już wiadomo, że lata pracy Jerzego Janowskiego poszły na marne, miejsce zbrodni nie zostanie upamiętnione  tak jak on tego pragnął. Tam gdzie dzisiaj stoi „Klif” była garbarnia Braci Pfeiffer.  W czasie Powstania Niemcy mordowali w niej ludność cywilną i Powstańców. Nieopodal przy ulicy Okopowej 78 do dnia dzisiejszego stoją ruiny Fabryki Garbarskiej Temler i Szwede. Zabytek, ostatni ślad po wielkich wolskich garbarniach niszczeje, rozkradany i dewastowany. Stąd już tylko kawałek do Starych Powązek i grobu Pana Jerzego. Moja opowieść jest niedokończona. Chwile przy mogile były dla nas ważne i bardzo osobiste. Słowa, które usłyszałam niezapomniane…



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz