sobota, 4 czerwca 2016

63. Katedra, Kanonia, Rynek... Spacer po powstańczej Starówce z Panią Basią Gancarczyk

 Rozpoczynamy spacer od przejrzenia planu Starówki z 1944 roku
Barbara Gancarczyk przed katedrą św. Jana
 Opowieść o Kanoniii
 Opowieść o drodze z Cudowną Figurą Chrystusa
 Rynek Starego Miasta
 Ulica Podwale
 Plac Zamkowy
Barbara Gancarczyk przy tablicy pamiątkowej przy ulicy Długiej 7


Dzisiaj zapraszam Was na spacer po Starówce. Naszym przewodnikiem będzie Pani Basia Piotrowska Gancarczyk ps. Pająk. W Powstaniu była sanitariuszką oddziałową w Batalionie „Wigry”. Jej zadaniem było udzielanie pomocy rannym na polu bitwy, była wszędzie tam gdzie walczyli chłopcy z jej batalionu. W godzinach „odpoczynku” pracowała w szpitalu przy ulicy Długiej 7. Od 8 sierpnia jej pluton został przydzielony do ochrony Komendy Głównej Bora – Komorowskiego i Delegata Rządu Jana Stanisława Jankowskiego.  
Każda opowieść Pani Basi zawsze była udokumentowana zdjęciami, dokumentami i sporządzonymi planami miejsc o, których mówiła. Również tym razem najpierw przejrzałyśmy dokładnie plan Starówki z sierpnia 1944 roku, własnoręcznie przez nią nakreślony ( z zawodu jest architektem).
KATEDRA ŚW JANA, to bardzo ważne miejsce dla naszej narodowej tożsamości. Tutaj była zaprzysiężona Konstytucja 3 Maja. Odbywały się koronacje władców, przemawiał Piotr Skarga i miało miejsce wiele, wiele innych wydarzeń.
Od 11 sierpnia 1944 roku objęli w katedrze placówkę żołnierze z Batalionu „Wigry”. Niemcy atakowali ogromną siłą, wiele razy wybuchały pożary, ale za każdym razem udało się je ugasić. 16 sierpnia wiał bardzo silny wiatr, który rozniecał płomienie i roznosił dalej. Musieli opuścić posterunki. Basia z koleżanką chciały przejść do Jezuickiej – taki miały rozkaz – nie mogły iść przez dziedziniec bo bezustannie Niemcy ostrzeliwali go z granatników. Weszły do katedry i wolno przesuwały się lewą nawą, wszystko płonęło. Bezcenne dzieła sztuki, starodruki… Ksiądz (jak się później okazało -Wacław Karłowicz) próbował uratować bezcenne dzieło – Figurę Cudownego Jezusa Chrystusa. Zmagał się nie tylko z ciężarem figury, ale z dymem, ogniem i brakiem powietrza. Dziewczyny pomogły mu wynieść ją na zewnątrz.
KANONIA, to mały trójkątny placyk tuż za katedrą. Nazwa pochodzi od kamieniczek stojących przy placyku, w XVII wieku mieszkali tam księża kanonicy. Należy wspomnieć o umieszczonym na środku placyku dzwonie, obejście go dwa razy gwarantuje szczęście – tak przynajmniej głosi legenda. Na Kanonii jest najwęższy dom, jeszcze z czasów, kiedy podatek gruntowy płaciło się od szerokości fasad. Właśnie tutaj był punkt koncentracji jednej z dwóch grup „Wigier” i tutaj mieli swoje kwatery. Był to też odcinek drogi, którą Pani Basia razem z księdzem i młodym Powstańcem nieśli figurę Chrystusa.
RYNEK STAREGO MIASTA w czasie Powstania kompletnie został zniszczony. To przy Rynku znajduje się kamienica Baryczków, gdzie znoszono bezcenne dzieła sztuki. Kamienica miała piwnice z bardzo grubymi stropami, dawało to szansę na ocalenie zbiorów. Po Powstaniu z murów nie zostało nic, piwnice ocalały.
ULICA NOWOMIEJSKA we wrześniu 1939 roku prawie wcale nie została zniszczona. W Powstaniu zrównana z ziemią. Ocalała, trochę tylko zniszczona kamienica pod  numerem 10. To właśnie w jej bramie została bardzo ciężko ranna Ewa Faryaszewska. Studentka malarstwa tajnej ASP. W Powstaniu ratowała bezcenne skarby naszej narodowej kultury i sztuki. 28 sierpnia wybiegała z bramy, wybuch pocisku urwał jej obie nogi. Kilka godzin później zmarła.
ULICA KILIŃSKIEGO 1, w tym miejscu 13 sierpnia po wybuchu transportera pocisków, zginęło ponad 300 osób (dane nieprecyzyjne, niektóre źródła podają nawet 600 osób). Wszyscy, ocaleni nie są w stanie znaleźć słów, które zobrazowałyby bezmiar tej tragedii. Szczątki ludzkich ciał leżały nawet na najwyższych budynkach. To co zostało po ofiarach znoszono wiadrami do wykopanych dołów. Ulicami płynęła krew.
PAŁAC RACZYŃSKICH przy ulicy Długiej. Przed wojną było tutaj Ministerstwo Sprawiedliwości. W czasie okupacji sądy niemieckie. W Powstaniu zorganizowano tam szpital polowy dla Powstańców i ludności cywilnej. Pani Basia była w tym szpitalu sanitariuszką. Tutaj leżeli ranni chłopcy z „Wigier”. Kiedy po upadku Powstania na Starówce dostała rozkaz przejścia kanałami do Śródmieścia razem z przyjaciółką Janką Gruszczyńską nie wykonały go. Zostały w szpitalu z rannymi kolegami. Nie mogły złamać danego im słowa, obiecały zostać z nimi do końca. 2 września Niemcy spacyfikowali szpital. Zamordowali wszystkich rannych. Ostatnimi żywymi Polakami wychodzącymi ze szpitala była Basia, Janka i ksiądz Tomasz Rostworowski.
ULICA PODWALE 13 sierpnia  od Podwala przyjechał transporter, który wybuch przy Kilińskiego. Ulica była inaczej zabudowana niż dzisiaj od Pałacu Raczyńskich było bezpośrednie przejście na Podwale. Właśnie tędy 2 września po pacyfikacji szpitala wychodziła Basia z przyjaciółmi. Była tak straszliwie załamana, jak w żadnym innym dniu Powstania. Spojrzał jej w oczy młody Niemiec… Pani Basia nigdy nie zapomni jego wzroku. Był w nich wstyd, żal, smutek i ogromne współczucie.
ZAMEK KRÓLEWSKI wszystkich ocalonych ze Starówki Niemcy gnali w kierunku Placu Zamkowego. To nie była droga, ale piekło. Wycieńczonych ludzi bito, poniżano. Słabych i rannych wyciągano z szeregu i rozstrzeliwano. W czasie postoju Basia straciła tutaj kontakt z przyjaciółmi. Wszystko to co Barbara Gancarczyk przeżyła i widziała w sierpniu i pierwszych dwóch dniach września 1944 roku spowodowało, że po wojnie długo zastanawiała się czy powinna mieć dzieci? Czy nie skaże ich na piekło przez, które sama musiała przejść.
Przy ulicy Długiej 7 jest  tablica upamiętniająca pomordowanych w szpitalu. Niestety jest tam błąd – pacyfikację Niemcy przeprowadzili 2 września, a nie 1 września.


Kiedy poszłam do kina na film "Miasto44" miałam bardzo mieszane uczucia. Może kiedyś wrócę do tematu filmu, choćby dlatego, że dyskutowałam o nim z Panem Edmundem Baranowskim, Powstańcem konsultantem i warto poznać jego zdanie. Dzisiaj jednak tylko o jednej scenie, chyba wiele o niej powiedziano - wybuch transportera przy ulicy Kilińskiego. Mnóstwo krytyki słyszałam. Trudno uwierzyć, że krew lała się strumieniami... Siedziałam wbita w fotel. Nie byłam w stanie płakać - łkałam. W uszach miałam głos Pani Basi opowiadającej mi o tej tragedii. Słowa Profesora Kieżuna, powtarzającego relację swojej żony, sanitariuszki "Joli".  Starałam się widzieć oczyma Pani Basi te ludzkie szczątki wiszące na sznurku zamiast suszącej się bielizny. Wczuć się w uczucia ludzi, którzy zbierali do wiader "zmiksowane" ludzkie ciała i wylewali do kopanych rowów - bo przecież upał straszliwy i zaraza pewna...  To nie fikcja, to ludzkie tragedie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz