poniedziałek, 6 lutego 2017

159. Plany i marzenia Witolda Kieżuna w jego 95 Urodziny

Ze spotkania z Profesorem w przededniu jego 95 Urodzin
 Witold Kieżun z żoną Danutą, sanitariuszką "Jolą"
Witold Kieżun na spotkaniu z Janem Pawłem II
6 lutego 1922 roku, w rodzinie znanego wileńskiego lekarza Witolda Kieżuna, urodził się drugi syn, również  Witold. W dzieciństwie dość ciężko chorował. Opiekowała się nim matka Leokadia. Chociaż z wykształcenia była dentystką, zrezygnowała z pracy, żeby zająć się wychowaniem młodszego syna i wspierać męża, który z ogromnym oddaniem wykonywał swój zawód. Powszechnie było wiadomo, że od osób ubogich nigdy nie brał zapłaty. Mały Wituś zamiast bajek słuchał opowieści matki o jej działalności w ruchu niepodległościowym. Kiedy wymawiała słowo „Polska”, to brzmiało jak największa świętość. Pierwszą lekcją patriotyzmu był wierszyk „Kto ty jesteś?”. Nauczono go, że prawdziwą wartość w życiu człowieka ma to co go kształtuje, wzbogaca jego osobowość i charakter: wiara,  muzyka, literatura, sztuka.  Profesor Kieżun chętnie opowiada prawdziwą anegdotkę ze swojego życia: „W naszym domu była pomoc domowa, młoda, 18-letnia dziewczyna z białoruskiej wsi. Przyjaźniła się ze służącą z sąsiedztwa, kiedyś usłyszałem jak jej opowiada: - Nasz panicz to dobry chłopak, ale strasznie durnowaty. Czyta książkę i się śmieje, za chwilę znowu płacze”. Tak reagował na bardzo wcześnie przeczytaną „Trylogię”.
W 1931 roku niespodziewanie zmarł jego starszy brat. Dla ojca była to tak wielka tragedia, że serce nie wytrzymało, odszedł kilka miesięcy później. Młodszemu synowi w posagu zostawił przesłanie: „Pamiętaj, prawdziwy mężczyzna nigdy nie łamie przysięgi”. Leokadia Kieżun została sama z synem. Była silną kobietą, musiała walczyć o godziwe życie dla nich. Wyjechali do Warszawy, zamieszkali na Żoliborzu, ona wróciła do wyuczonego zawodu.
W 1932 roku Witold rozpoczął naukę w Państwowym Gimnazjum im. księcia Józefa Poniatowskiego. Angażował się bardzo aktywnie w życie szkoły, miał swoich przyjaciół i fascynacje. Jednak zawsze największym przyjacielem i podporą była Matka. Do dzisiaj wspomina ją ze wzruszeniem. Najbardziej jest jej wdzięczny, że wychowała go w wierze. Modlitwa nie tylko wzmacniała jego kręgosłup moralny, ale w ciężkich chwilach – których w jego życiu nie brakowało – pozwalała przetrwać.
Witold Kieżun w 1939 roku zdał maturę. Miał mnóstwo planów i marzeń na całe długie życie…
Wczesnym rankiem, 1 września 1939 roku zbudził go alarm przeciwlotniczy. Warszawiacy byli przyzwyczajeni do porannych próbnych alarmów. Wyszedł na balkon i od policjanta dowiedział się, że właśnie zaczęła się wojna. Musiał zmienić wszystkie palny, marzenia odłożyć na później. Po apelu pułkownika Umiastowskiego, razem z kolegami wyszedł z Warszawy. Podróżował samochodem, rowerem, szedł pieszo. Na drogach widział piekło trudne do opisania. Pierwszy raz zetknął się z bestialstwem niemieckich lotników atakujących kolumny uciekającej ludności cywilnej. Umęczony, rozżalony, pragnący robić cokolwiek pożytecznego wracał do Warszawy. Dostał się do niemieckiej niewoli. Udało mu się uciec. Do domu dotarł już po kapitulacji. Przywitała go matka, była zdrowa i cała. Mieszkanie częściowo było zniszczone. Najbardziej ucierpiał gabinet ze sprzętem dentystycznym, źródło ich dochodu. Zaczęła się okupacja, ale Witold znowu miał palny i marzenia…
Nauczył się szklić okna. Z kolegami założyli małe przedsiębiorstwo reklamujące się: „Szybko i tanio, szklenie okien”.
Za zarobione pieniądze wyremontował mieszkanie i kupił sprzęt do gabinetu. Ciągle pracował zarobkowo, ale głowę miał już zaprzątniętą czym innym. Od X 1939 roku zaczął działać w konspiracji. Pierwsze zadanie, które miał wykonać dotyczyło odnalezienia w okolicach Cytadeli, broni ukrytej po podpisaniu kapitulacji. Najtrudniejszy rozkaz jaki dostał, to wykonanie wyroku na konfidencie. Wykonać musiał, ale bardzo ciężko to odchorował. Swoim dowódcom zakomunikował, że podejmie się każdego najtrudniejszego i najbardziej niebezpiecznego zadania, może ryzykować życiem, byle nie musiał strzelać do bezbronnego, nawet jak jest to zdrajca.
Wszyscy czasem się bali, on też. Siły i odwagi dodawała chęć odwetu za tych wszystkich zabitych, zakatowanych, za codzienne upokorzenia, za pozbawienie polskiej nauki i kultury, religii.
Wreszcie 1 sierpnia 1944 roku nadszedł dzień zapłaty za pięć lat upokorzenia, terroru, za zabrane lata młodości, za zniszczone marzenia.
Witold Kieżun był w oddziale do zadań specjalnych w Batalionie „Gustaw – Harnaś”. 2 sierpnia zostali skierowani do wsparcia Batalionu „Kiliński” atakującego Pocztę Główną. Podczas tej akcji, dzięki odwadze, młodzieńczej brawurze i szczęściu, które go nie opuszczało, zdobył dużą ilość broni, amunicji i umundurowania. Wziął też do niewoli kilkunastu jeńców. Dowódca gratulując mu wspaniałego wypadu, zaproponował zmianę pseudonimu. Tak z „Kraka” został „Wypadem”. Potem walczył na Woli, o kościół św. Krzyża, Pałac Staszica, był w Śródmieściu. 23 września1944 roku dowódca AK, gen. Bór – Komorowski odznaczył go orderem Virtuti Militari.
Wychodził z Warszawy z wojskiem. Razem z Sewerynem Krzyżanowskim „Biskupem” udało im się uciec. Dotarł do Krakowa, gdzie odnalazł matkę. Nawiązał kontakt z miejscową AK, wiedział, że walka jeszcze się nie skończyła. Rozpoczął studia na wydziale prawa. Niestety na skutek zdrady został zatrzymany i więziony na Montelupich. Torturowany fizycznie i psychicznie. Stał pod ścianą śmierci, słyszał odbezpieczaną broń. Jak żal było życia ocalonego z Powstania. Komuniści nic z niego nie wydusili, wywieźli go do łagru na obrzeża pustyni Kara – Kum. Przeszedł ciężkie zapalenie płuc, tyfus, dystrofię, świnkę, świerzb oraz beri – beri, skrajną formę awitaminozy. Patrzył jak po kolei umierali jego koledzy, wycieńczeni i powaleni przez najcięższe choroby. Tych, którzy jeszcze próbowali żyć, przy upałach ponad 30stopni pojono wodą z solą. Witold Kieżun przeżył i wrócił do kraju. Zupełnie wyniszczony chorobami znowu miał plany i marzenia. Sens życia wróciła mu „Jola” Danuta Magreczyńska, dzielna i piękna sanitariuszka z Powstania. Tak bardzo był w niej zakochany od pierwszego spotkania. W 1950 roku zostali małżeństwem i razem przeżyli 63 lata. Pani Danuta zmarła w sierpniu 2013 roku.
Profesor Witold Kieżun jest wybitnym ekonomistą. Autorem książek naukowych i pięknych nowel. Kompozytorem wielu utworów muzyki fortepianowej.
Dzisiaj kończy 95 lat. W ostatnim okresie wiele chorował, ale znowu jest w doskonałej formie. Zachwyca intelektem i poczuciem humoru. Bardzo dużo pracuje ze studentami. Ma mnóstwo planów i marzeń. Panie Profesorze dwustu lat! 

O życiu i walce Witold Kieżuna można przeczytać w mojej książce "Powstańcy 44. Bohaterowie i świadkowie".

1 komentarz:

  1. DROGI WITOLDZIE Z OKAZJI URODZIN DUŻO,DUŻO ZDROWIA ,SPEŁNIENIA WSZYSTKICH PLANÓW I MARZEŃ KTÓRYCH NASZE POKOLENIE MA BEZ LIKU . SŁAWEK ps. BÓBR ( JAK TY CHŁOPAK Z ŻOLIBORZA ).

    OdpowiedzUsuń