poniedziałek, 2 stycznia 2017

156. Żołnierz Batalionu "Zośka", Profesor Tytus Karlikowski kończy 90 lat.

 Tytus Karlikowski "Tytus"
 Tytus Karlikowski, zdjęcie z maja 1944 roku.
Profesor Tytus Karlikowski

Słuchając opowieści prof. Tytusa Karlikowskiego o jego dzieciństwie, o rodzicach, dwóch starszych siostrach, mam wrażenie, że to wszystko działo się tak niedawno…
A przecież urodził się 3 stycznia 1927 roku w Łęczycy, kończy 90 lat i już na stałe wszedł do naszej historii. Zarówno Pan Profesor jak i jego żona, Alicja Karlikowska, zaufali mi i opowiedzieli o swoim życiu. Ich historie opisałam w książce, która ukaże się w czerwcu.
Kilka spotkań zaowocowało piękną znajomością, najpewniej powstanie z naszych rozmów kolejna książka.  Państwo Karlikowscy opowiadając zawsze siedzą naprzeciw siebie. Kiedy jedno z nich wspomina i akurat z pamięci uleci jakaś data, nazwisko, to natychmiast drugie uzupełnia. Widać jak doskonale się znają, ufają sobie i dopełniają się. Pan Tytus to żołnierz, twardy mężczyzna, którego życie nie rozpieszczało.
Walka o wolność wpisana jest w historię jego rodziny. Rodzice poznali się w 1918 roku w Polskiej Organizacji Wojskowej. Wujowie, oficerowie Wojska Polskiego walczyli w 1939 roku, w wojnie obronnej. 1 sierpnia 1944 roku, z jego domu do Powstania wyszło sześć osób.
Tytus Karlikowski od 1937 roku, był bardzo aktywnie działającym harcerzem. We wrześniu 1939 roku zgłosił się do Harcerskiej Służby Łączności, uważając obronę Ojczyzny za swoją powinność.
Działalność konspiracyjną rozpoczął od harcerstwa. Był w pierwszym naborze do małego sabotażu, tam zdobył doświadczenie wykorzystane w późniejszej walce zbrojnej. Należał do pokolenia, które przez okoliczności zostało zmuszone do szybkiego dojrzewania. Marzyła im się walka z bronią w ręku. Jesienią 1942 roku, kiedy „Szare Szeregi” przeszły reorganizację i podzielono harcerzy na grupy wiekowe. Tytus Karlikowski bardzo chciał dołączyć do Grup Szturmowych, ale nie miał ukończonych osiemnastu lat, a wymagano pełnoletności –  był zbyt młody. Odbył wtedy długą rozmowę z hufcowym, Jankiem Bytnarem „Rudym” i Eugeniuszem Koecherem „Kołczanem”, po której został uznany za dojrzałego i odpowiedzialnego. Dopisano mu brakujące lata i skierowano do GS. Po intensywnych szkoleniach wojskowych stał się żołnierzem. Z całą odpowiedzialnością i świadomością na ręce druha Jana Bytnara „Rudego” składał przysięgę – „Przed ofiarą życia nie cofnę się”.
Brał udział w wielu akcjach, o których mówiła cała Warszawa, a dzisiaj opisywane są w podręcznikach szkolnych. Był wśród tych co przygotowywali „Akcję pod Arsenałem”, akcję odbicia Naczelnika „Szarych Szeregów” Floriana Marciniaka.
Po utworzeniu Batalionu „Zośka” walczył w jego szeregach, miał dwa pseudonimy „Tytus” i „Wąż”. Od lata 1943 roku do lata 1944 roku jego sekcyjnym był Krzysztof Kamil Baczyński.
W Powstaniu Warszawskim na jego oczach ginęli koledzy, on miał dużo szczęścia, udawało się.
11 sierpnia razem z kolegami objął pozycje na cmentarzu żydowskim. Około 11.00 rozpoczął się bardzo silny atak niemiecki.  Razem z Mirkiem Szymaniakiem „Wagnerem” i Staśkiem Deczkowskim „Madejskim” obsługiwali karabin maszynowy. Tytus Karlikowski dostał pierwszy. Przykrył go własnym ciałem upadający, ciężko ranny „Wagner” i to jego trafiły wszystkie odłamki, "Tytus" przeżył, stracił oko i miał ciężko poranioną lewą część ciała.
Drugi raz jego szczęście dało o sobie znać 18 sierpnia. Leżał wtedy w szpitalu Batalionu „Zośka” przy ulicy Miodowej. Niemcy zrzucili na budynek bomby. Wszystko się zawaliło, zapadały się podłogi i przewracały ściany przygniatając rannych. Niewielu wtedy przeżyło, zginął tam Janek Romocki „Bonaventura” Jego udało się odkopać, był w strasznym stanie. Ksiądz Tomasz Rostworowski udzielił mu ostatniego namaszczenia. Przeżył. Jeszcze kilka razy ocierał się o śmierć. Ze Starówki kanałami, na własnych plecach przeniosła go sanitariuszka „Dorotka”  zawdzięcza jej życie. Dziewczyna zginęła  dwa tygodnie później ratując innego rannego.
Przebywał w kilku szpitalach, po wojnie poddany intensywnemu leczeniu i rehabilitacji odzyskał siły i zdrowie. W  1946 roku wrócił do Warszawy. Zdał maturę i skończył studia na Wydziale Leśnym Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Naukowo zajmował się  inżynierią środowiska, ochroną przeciwpożarową lasu i ochroną środowiska.
Do dzisiaj bardzo aktywnie działa w organizacjach kombatanckich, jest przewodniczącym Środowiska Żołnierzy Batalionu „Zośka”.
Profesor Tytus Karlikowski opowiadał o „Rudym”, „Alku”, Krzysztofie Kamilu Baczyńskim, dla niego to byli koledzy, a ja wstrzymywałam oddech. Nie chciałam stracić ani jednego słowa z tej opowieści. Rozmawiam ze świadkiem historii znającym osobiście bohaterów, którzy stali się legendą dla następnych pokoleń.

Dla Pana Profesora życzenia zdrowia i pogody ducha na długie lata życia. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz